Switch Language

Kite surfing z psem, czyli Chałupy i Zatoka Pucka

Kite surfing z psem, czyli Chałupy i Zatoka Pucka

by Rizo Black, 5 lipca 2018

Kochani ❤ Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak można trafić z drogi do Italii na kemping w Chałupach, to zapraszamy… 😉

Otóż mieliśmy rezerwację hotelu na 5 dni i ambitny plan, aby na tydzień wyszarpany z firmy wyruszyć (oczywiście i jak zwykle) do Italii, tym razem w góry, w Dolomity, na trekking w okolice Cortiny d’Ampezzo. Znamy Dolomity zimą z nart, ale latem jeszcze nas tam nie było a widoki na pieszych trasach są powalające.

Wyruszyć mieliśmy w sobotę i od niedzieli już łazić po pięknych połoninach, grzbietach i innych cudnych widokowych terenach krainy Tyrolu Południowego, do której należą Dolomity.

Jednak w piątek okazało się, że w poniedziałek Pan Mąż pilnie musi być w Lublinie (sprawy służbowe), więc postanowiliśmy przesunąć nieco rezerwację i w niedzielę po południu się zapakowaliśmy i przez Lublin mieliśmy zmierzać na południe.

W sobotę sprawdziliśmy jeszcze prognozy pogody dla Cortiny i trochę nam faza spadła… meteo pokazywało 4 dni burz i deszczy, akurat w tym terminie i w tym rejonie… Peszek, co?

Ale spox, nie raz już tak bywało (np. w zeszłym roku w Chorwacji), bo na następny dzień „pogodynka” w telefonie pokazywała już inaczej i zamiast deszczu było słońce. Ok. Poczekamy, na pewno się zmieni.

LUBLIN

O północy w niedzielę dotarliśmy do Lublina i wylądowaliśmy w hotelu Europa w samym centrum, blisko Starego Miasta, a dokładnie przy Placu Litewskim z widokiem na Pałac Lubomirskich. Pies za nocleg + 50zł. (ale plus taki, że na placu dużo trawy do spaceringu).

Co godzinę zerkaliśmy na prognozy… bez zmian – w Dolomitach burza i deszcze… Cóż, pewnie się zmieni. W poniedziałek po urzędowych wycieczkach okazało się, że bez jednego papieru z Poznania sprawa nie ruszy z miejsca… zatem nie przez Rzeszów i Kraków A4-ką, tylko przez Łódź i Poznań A2-ką.

W sumie spox, pocieszaliśmy się, bo potem tylko kawałek na Berlin i niemieckimi dobrymi i darmowymi autostradami w dół.

POZNAŃ

W Poznaniu wylądowaliśmy w poniedziałek o 22 – jak zwykle na Campingu Malta. Na szczęście był wolny jeden z naszych ulubionych domków. Malta to optymalna opcja na pobyt z psem. Mega duży teren + Jezioro Maltańskie, którego obejście to ok. 6 kilometrowy spacer. Poza tym, tuż obok jest jedna z naszych ulubionych restauracji – Taj India. Nie dość, że są mega psijaźni, mają unikatowy hinduski wystrój i meble, których wyrzeźbienie trwało chyba rok, to jeszcze super karmią i to w przyzwoitej cenie (+ mają sporo niamuśnych opcji wegetariańskich). Więc o 22.20, rzutem na taśmę, zdążyliśmy jeszcze coś zjeść.

Ja: 5 rodzajów soczewicy w sosie + ryż

Pan Mąż: faszerowane bakłażany + chlebek roti

+ Odkrycie miesiąca: hinduskie wino. W życiu się nie spodziewaliśmy, że ten kraj robi wina i to naprawdę niezłe!

Prognozy w Cortinie – bez zmian.

Wtorek. Pan Mąż sprawy biurowe załatwiał do godz. 13. My z Panem Psem w tym czasie okrążyliśmy Maltę, po drodze zaliczając 3 sesje węszenia na łące + 2 sesje pływackie.

Wróciliśmy do domku ogarnąć pokój i bagaże.

Prognozy w Cortinie – bez zmian.

Pan Mąż wrócił. Prognozy burzy + pozostałe marne 4 dni urlopu + 1200km jakoś nam się nie składały w logiczną całość. „Co robimy?” – padło moje pytanie.

„Nie wiem…” – Pan Mąż.

”Karkonosze?” – ja.

„Eeeeeee…tam już łaziliśmy” – Pan Mąż.

„No ale jest ładnie. Prognoza pokazuje słońce.” – ja.

„Na Helu też jest słońce.” – Pan Mąż.

„No to na Hel? Deska?” – ja.

„No w sumie…? To idziemy na kawę i pomyślimy.”

Pomyślenie skończyło się decyzją: Chałupy i deska. 4 dni słońca i resetu. Ale co z noclegiem? Sezon, czyli teoretycznie 1% szans na wolną przyczepę na kempingach.

„Jedziemy. Najwyżej jakieś spanie znajdziemy we Władysławowie albo Jastarni.”

CHAŁUPY I PÓŁWYSEP

No to jedziemy. Ciuchy w sumie mamy uniwersalne, no może oprócz butów do trekkingu… 😜 Pan Pies żarcie i ciuchy też ma na każdą okoliczność. Pan Mąż prowadził, a ja obdzwaniałam kempingi zaczynając tym samym tekstem:

„Wiem, że to głupie pytanie, ale czy macie może coś wolnego od dzisiaj?”

W słuchawce kilka „niestety” aż w końcu jest! – „Tak, właśnie jedna pani odwołała rezerwację i zwolniła się do soboty przyczepa ‚standard’.”

„Super, to bierzemy. Ale jesteśmy już w drodze i jest z nami na pokładzie pies – czy to problem?”

„Generalnie od jakiegoś czasu nie akceptujemy psów, bo jest dużo wody dookoła i mieliśmy dużo zniszczonych pościeli i tapicerki…”

Po zapewnieniach, że Pan Pies jest zaprawionym podróżnikiem, który nie jeden hotel zwiedził i ma ze sobą swoje posłanie, a my jesteśmy świadomymi opiekunami, w drodze wyjątku, dostaliśmy pozwolenie.

Po kilku korkach ze wzgl. na Openera w Gdyni jesteśmy.

I tak oto siedzimy nad Zatoką: mamy przyczepę bez kibelka i kranu, słońce, wiatr, morze, zatokę – total chill-out. Prysznicujemy się i siuramy w ogólnych sanitariatach.

Do tego na kempingu jest psijazna TAWERNA z pysznym żarciem i dość dobrą kawą.

Pan wypożyczył sprzęt i pływa, my się kąpiemy i łazimy po plaży zatoki (od czasu do czasu wpadając na linki od jakiegoś kajta i przepraszając)… ale nikt nie ma nic przeciwko, ogólnie wszyscy tutaj są wyluzowani i zamiast się krzywić na widok psa się uśmiechają i go głaszczą. Jak wiecie, to cechuje surfową brać: luz do wszystkiego i brak spiny.

…lub idziemy nad morze po drugiej stronie szosy: tropimy w piachu, biegamy i leniuchujemy. Drugi tydzień lipca, a parawaningu stosowanego brak – NIEMOŻLIWE? A jednak!  Zagęszczenie na plaży jak we wrześniu, bo w Chałupach raczej wszyscy moczą tylki w Zatoce z doczepionym żaglem i plaża ich nie kręci. Na szczęście. Dlatego NIE MA tu plaż strzeżonych, więc i nie ma zakazu wstępu psów, dlatego spotykamy różnych kumpli; statystyka z dziś: Nowofundland, Cavalier, młody labek, dorosły labek, york, szeltie, duży nieokreślony, rudawy kundelek.

No i na kempingu Pan Pies też ma już kumpli: mopsa, 2 Borzoje (charty rosyjskie), 2 cocker spaniele, dużą sunię rasy moloso-niesprecyzowanej, mini sznaucera. Okazuje się, że kemping ogólnie jest PSIJAZNY jeżeli ma się swoją przyczepę, a wiele osób ma tu swoje przyczepy całoroczne, a jedynie niewielka część jest kempingowa na wynajem. A w swojej przyczepie wiadomo: pies może robić to, na co mu pozwolisz.

Jednak w związku z obecnością psiej ekipy trzeba Pana Psa szczególnie PILNOWAĆ z sikaniem, bo wiadomo, że w obecności psów i suk znaczenie terenu jest nasilone – więc namioty i sprzęt surfingowy jest zagrożony 🙈

Pan Pies szczęśliwy. Ja szczęśliwa. Pan szczęśliwy.

Italia poczeka, a tymczasem wyszukujemy plusy: co najmniej dwa dni więcej wypoczynku, które byłyby w drodze, oszczędność paliwa i spalin, cena noclegu 1/2 tego co w Italii, całodzienne jedzenie w restauracji na naszym kempingu (śniadanie, obiad, kolacja) = jeden obiad w restauracji w Italii…

Minusy: brak włoskiej kawy, nie zobaczymy widoków tras w Dolomitach, nie podszkolimy włoskiego, straciliśmy 100 euro gwarancji rezerwacji…

Ale za to mamy włoskie wino – bo prawie zawsze wrzucamy je do bagażu 😉

P.S. PSIORADA: większość kempingów w Chałupach akceptuje psy i pobierają jednorazową opłatę za pobyt (za sprzątanie ewentualnych nieczystości). Problem jest tylko z dostępnością przyczep: jak się dowiedzieliśmy, rezerwację najlepiej robić dużo wcześniej – nawet już teraz na przyszły rok.

KEMPINGI: Kaper, Chałupy 3, Solar, Ekolaguna, Albatros, Małe Morze, Chałupy 6, Polaris.

Brak komentarzy


Leave a Reply

Your email address will not be published Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*

Miejsce Przyjazne Psom
designed by Link Master